Ola bawi się kijkiem do selfie - jak się potem okazało, nie wolno było go wnieść na teren festiwalu. Brawo ja!
Co do samego festiwalu - świetna organizacja, ułożenie koncertów w większości mi pasowało, ale były przypadki kiedy ludzie nie mieścili się w Tent Stage (taka scena pod namiotem) i tłumy stały poza. W środku było duszno, nie było czym oddychać i co poniektórzy mdleli. Miałabym jeszcze zastrzeżenia co do cen jedzenia i picia, ale to tutaj nie ma co dyskutować, bo powiedzmy sobie szczerze, że to czysty biznes sprzedawać zapiekankę za 16 zł.
Który koncert podobał mi się najbardziej? Zdecydowanie Mumford and Sons!!! Bawiłam się tak jak chciałam - czyli pod samą sceną pośród ludzi, którzy zachowali resztki kultury to znaczy nie było przepychanek - nikt nie miał parcia na to by w ciągu 2 minut dotrzeć do barierek za co bardzo jestem wdzięczna! Drugi koncert wart zapamiętania to Years&Years, mimo, że tutaj kompletnie nic nie widziałam, bo ledwo zmieściłam się w namiocie. Grunt, że usłyszałam wszystkie swoje ulubione piosenki! Oczywiście występ Hoziera był też magiczny, bo przez cały czas była tęcza nad nami - strażacy polewali tłumy wodą dla ochłody! Wyglądało to fantastycznie! Wspomnę jeszcze o Draku - kompletnie nie znam jego piosenek, nie słucham go, ale przyznaję z czystym sumieniem, że show to umie zrobić i swoimi tekstami kupił mnie (tak, mam świadomość, że to są standardowe formułki, ale i tak mnie kupił).
W tym roku dokonaliśmy czegoś oszałamiającego, bo dostaliśmy się na filmik podsumowujący 3 dzień festiwalu. Cieszę się bardzo, bo to najlepsza pamiątka, jaką sobie mogłam wymarzyć!! Filmik dostępny jest na razie tylko na Facebooku Openera, ale jeśli macie ochotę go obejrzeć wystarczy kliknąć tutaj!
Jeśli chodzi o Open`era to tyle. Nie ma sensu się tutaj więcej rozpisywać. To trzeba przeżyć, bo atmosfera festiwalu jest nie do opisania! Czy wybiorę się za rok? Zobaczymy, ale jeśli się zastanawiacie, czy warto to uwierzcie mi - WARTO!!!






